Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 04.djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przy kuflu piwa kilku przyjaciół robiło wymówki olbrzymiemu robotnikowi, że go żona zbyt mocno za nos wodzi.
— Bój się Boga — mówiono mu — miejże ty wstyd w oczach!... Ty, taki zuch, co pięć centnarów możesz podnieść, i dałeś się zawojować jednej babie, tak, że aż się z ciebie ludzie śmieją!
Olbrzym podniósł kufel pod światło, piwa skosztował, głową pokiwał i rzekł:
— Głupiście wy, moi kochani! Te babska to mają większą moc, aniżeli największa machina parowa. Cośmy się Żarskiego nie namolestowali, ażeby został — i nie chciał zostać. A przyszła jedna dziewucha (chuchro przy mojej żonie!), tylko raz mrugnęła okiem i chłop zbaraniał, choć taki, zdaje się, twardy. Ho! ho!... mają one swój sposób na wszystko!... Nie nam z niemi wojować!...
Ogólne milczenie najlepiej potwierdziło mądre słowa fabrycznego Herkulesa. Nie nam z niemi wojować!...


II.

Główny kasjer fabryki, o której mowa, był to sobie dobry, otyły wdowiec, któremu żona pozostawiła trzy małe córeczki. Miał on także brata, który posiadał wioskę, piętnastoletniego syna i dwudziestodwuletnią córkę, Helenę. Ale czasy były ciężkie. Wieś w tym roku sprzedano, jej właściciel osiadł u krewnych, syn chodził do szkół, a córkę zaprosił stryj do siebie. Miała ona u starego kasjera gospodarować, a zarazem uczyć jego panienki.
Przyjazd Heleny do stryja przypadł właśnie w tych czasach, kiedy ustawiano ową machinę parową i kiedy wszyscy byli przekonani, że naczelny inżynier nieodwołalnie opuści fabrykę.
Dworzec drogi żelaznej stał pół wiorsty od fabrycznej osady. Kasjer więc wysłał wózek po rzeczy swojej synowicy, a sam