Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 04.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Stefan z właściwym sobie spokojem i nieugiętością odpowiadał, że wyjechać musi.
— Nie możecie mieć do mnie pretensji — mówił do prezesa. — Fabryka rozszerzyła się, o ile tylko okoliczności pozwalały, robotnicy są lepsi, zarząd nauczył się porządku. Jeszcze wam ustawię ostatnią machinę parową i — dajcie mi spokój. Nie mogę się do was przyzwyczaić, jest mi tu źle, nudno, więc wyjadę.
To postanowienie Stefana wywołało w fabryce popłoch. Obawiano się, jeżeli nie bankructwa, to przynajmniej zniżenia zysków i zarobków.
Wobec takiej perspektywy, do akcjonarjuszów przyłączyli się urzędnicy i robotnicy, prosząc Stefana nieomal ze łzami, aby ich nie opuszczał i nie gubił. Ale Stefan był niewzruszony.
— Proszę was, dajcie pokój daremnym przedstawieniom. Zresztą — nie zabierajcie mi czasu. Jestem zajęty ustawianiem machiny i na próżne gawędy nie mam ani chwili do stracenia.
Tak odpowiadał Żarski, a wiedziano, że nie lubi żartować.
Tymczasem, gdy już machina w połowie była ustawiona, gdy akcjonarjusze suszyli głowę nad wynalezieniem zastępcy dla inżyniera naczelnego, gdy wszyscy stracili wszelką nadzieję zatrzymania go, stał się nieprzewidziany wypadek.
Żarski z własnego popędu podpisał kontrakt na rok następny.
W fabryce wybuchła wielka radość. Prezes wydał bal, urzędnicy ofiarowali Stefanowi album, robotnicy parę razy wyprawili mu pod oknami owację. Gdy jednak pierwsze uniesienie minęło, poczciwi ludzie poczęli odgadywać, dlaczego Żarski został.
I odgadli, że został — dla kobiety!
Wydarzenie to bardzo dobitnie scharakteryzowano w pewnej restauracyjce.