Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 03.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„— Jak telefon przed południem“ — wtrącił dyrektor.
„— Kart nie znał…“
„— Wolał kobiety…“
„— Nie bywał na wyścigach…“
„— Ścigał się na ulicy…“ — bąknął dyrektor.
„— Nie włóczył się po knajpach…“
„— Zapewne przyjmował u siebie…“
„— Ze wszystkich przyjemności znał tylko jazdę na rowerze…“ — mówił kasjer.
„— Na czem on jeździł, my nie wiemy — przerwał dyrektor. — W każdym razie był to łajdak, jeżeli nie gorszy, to i nie lepszy od innych…“
„— Kiedy bo dyrektor uprzedził się do niego za przetrzymanie urlopu…“
„— Więc niech powie doktór, w jakim stanie znalazł go…“
„— Tak — odezwał się lekarz — robi to wrażenie obłędu na tle erotycznem…“
„— Ale czy to jest obłęd?…“ — nalegał kasjer.
„— W każdym razie są halucynacje węchowe, słuchowe, wzrokowe…“
„— Cóż z nim zrobimy?…“ — zapytał dyrektor.
„— Trzeba go oddać do domu zdrowia…“
„— A więc oddaj go pan i niech już o nim nie słyszę!…“ — zawołał dyrektor.
„— Jak to on się nazywa, jak?…“ — zwrócił się lekarz do kasjera.
„— Anastazy Fitulski…“
— Jezus!… Marja!… — krzyknąłem i pół nagi wyskoczyłem z łóżka na środek sypialni.
W życiu jest wiele rzeczy strasznych, ale chyba najstraszniejszą — obłąkanie… To też doznawałem takiej trwogi, jakiej chyba nie doświadcza żaden skazaniec na szafocie. Brakło mi tchu, nie wiedziałem, gdzie jestem, ukląkłem i chciałem złożyć jakąś przysięgę, to znowu zerwałem się, ażeby uciekać