Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 03.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Juljan zarumienił się z radości. Ochłonąwszy, mówił dalej:
— Przypuszczając jednak, że nie ucieknę, a nawet doprowadzę do końca pańską pracę, pytam się, któremu z narodów powierzyłbyś pan metal lżejszy od powietrza? Wszak on zapewni wybranemu panowanie nad światem...
Gneist obojętnie wzruszył ramionami.
— Ja — odparł — dałbym go wszystkim, ty możesz ofiarować jednemu, który, rozumie się, natychmiast sprzeda go najgorszym wrogom, jeżeli dobrze zapłacą.
A po dłuższej pauzie dodał:
— I tak jest lepiej, gdyż jeden wyłącznie naród, uzbrojony metalem lżejszym od powietrza, zwichnąłby równowagę świata. Gdybyśmy tylko bawołom dali żelazne rogi, ziemia zaludniłaby się samemi cielętami. A gdybyśmy wyłącznie tygrysów opatrzyli w żelazne szpony, wnet zabrakłoby i wołów i tygrysów.
Dopił kawę i, odsunąwszy filiżankę, kończył:
— Z tem wszystkiem, jeżeli chcesz pracować, przywieź tu swoje rzeczy. Jedź po nie zaraz, a potem — do roboty. Szkoda tracić czasu, nawet uganiając się za sławą.


VI.


W parę godzin Juljan opuścił swój pokój i stanął przy furtce. Furtka była zamknięta; zaczął kołatać. Na dziedzińcu ukazał się eks-galernik.
— A co to za hałasy? — spytał.
— Otwórz — rzekł Juljan.
— Dokądże chce iść ósmy numer i poco?
— Zwarjowałeś!...
Eks-galernik powoli wydobył klucz ze starej kurtki i, poklepawszy Juljana, rzekł z uśmiechem:
— Ósmy numerze, jesteś hardy jak wszyscy nowicjusze i buntujesz się przeciw regulaminowi. Czy nie rozumiesz, że