Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 02.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jej cierpkich uwag, i spokojnie oczekiwał reformy sądowej, a wraz z nią — wyższego tytułu i pensji.
Tymczasem brał sześćset rubli srebrem i — pewnego karnawału — cichaczem, ożenił się z panną Gabrjelą.
Była to śliczna osoba: wysmukła, szatynka, delikatna. Miała duże oczy i anielski wyraz twarzy. Lubiła się pieścić, a przynajmniej — wpatrywać się całemi godzinami w swego „mężunia“. Gdy jej długo nie całował, albo zajęty czytaniem spraw — nie spojrzał na nią, robiącą szydełkiem serwetę, umiała się gdzieś w kącie rozpłakać. Ale gniewu nikt w niej nie widział.
Po weselu wszyscy sędziowie, prokuratorzy i adwokaci, mający siostry lub córki na wydaniu, przestali kochać pana Karola. Niektórzy nie pooddawali młodym małżonkom wizyt; inni — nie spostrzegali ich na ulicy. Kobiety jednomyślnie nazwały panią Gabrjelę — gąską, a mężczyźni mówili między sobą, że pan Karol nie ma żadnych zdolności, tylko — takie miny, jakgdyby chorował na mądrość.
W tych czasach przyszła reforma sądowa i — pan Karol spadł z etatu.
Z początku nie wspominał nic żonie. Ale kiedy pewnego dnia dano mu do wyboru: dymisją z dwuletnią pensją, albo posadę w dalekiej okolicy, — przyznał się przed panią Gabrjelą do tego, co go spotkało, i zapytał o radę.
Usłyszawszy tak straszną wiadomość, pani zbladła, potem — zarumieniła się i zaczęła mrugać długiemi rzęsami. Potem zawiesiła się mężowi na szyi i chciała zacałować sprawę, a nareszcie — dała mu taką radę, że Karolek może robić i jechać, gdzie mu się podoba, byle ona była z nim razem...
Wkońcu, całkiem niespodzianie — zemdlała, a pan Karol, widząc, że żona jest chora i nie ma sił na odległe podróże — przyjął dymisją.
W parę miesięcy później przyszła im na świat córeczka,