Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 02.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


strzegł i przypisał to demoralizującemu wpływowi kuzynka Frania.
Postanowił więc znowu skarcić młodzieńca i, spotkawszy go, rzekł:
— Mój panie! chciałem się pana o cos zapytać.
— Słucham...
— Mój panie! Dlaczego pan nie wstąpisz do wojska?
— Doprawdy... nie rozumiem...
— Nie rozumie pan? — mówił zgryźliwie Norcio — a przecież to jest jasne! Taki przystojny, tak ładnie zbudowany młodzieniec, mógłby się łatwo odznaczyć i zostać oficerem. Ja myślę, panie Franciszku, że wojsko posłużyłoby panu lepiej, aniżeli siedzenie na wsi!
Skutkiem tych i tym podobnych wystąpień Norcia, całe towarzystwo rozbiło się na grupy. Cesia ciągle szeptała coś z ojcem albo z Franiem, Norcio zaś rozmawiał tylko z Pluniem.
— Wiesz co — mówił zirytowany Norcio do Plunia — że ten Franuś, ten kuzynek z odstającemi uszami, patrzy na mnie tak, jakby mnie chciał zabić...
— Tak! — potwierdził Plunio. — Zachowanie się jego jest nieco dziwne.
— I nie bez powodu! — wtrącił Norcio. — Kocha się w Cesi, którą ja mu z przed nosa zabiorę, bo mi się podobała. Cha! cha!
— Istotnie ładna panienka... Ale...
— Niema żadnego ale! — przerwał gwałtownie Norcio. — Tu rządzi ojciec, który mi sprzyja, gdyż wie, że mam pieniądze.
— No — a jeżeli pan Franciszek?...
Plunio, właściwie mówiąc, nie wiedział, jaką rolę odegrać może kuzyn Franuś w matrymonjalnych zamiarach Norcia, niemniej jednak ten ostatni zamyślił się i rzekł:
— Masz racją! taka niuńka jak ów Franuś nie zrobi mi nic otwarcie, ale z zasadzki...