Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 02.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Pluniu! — krzyczał Norcio.
— Rwij pan!
Coś zgrzytnęło, jakby kto orzech gryzł i nie mógł zgryźć.
— Aj! aj! aj! — jęczał Plunio.
— Mocno siedzi! — zauważył dentysta.
Znowu zgrzytnęło.
— Aj! oj! oj!
— Pluniu! ja się wścieknę... — lamentował Norcio, biegając po pokoju i zatykając uszy.
— Dziwnie mocny ząb! — mówił spocony dentysta.
Teraz zgrzytnęło na dobre.
— Gwałtu! — wrzasnął Plunio.
— Trzy! — rzekł triumfująco dentysta. — Niech pan dobrodziej usta wodą...
W tej chwili do najwyższego stopnia rozdrażniony Norcio upadł na kanapę i zemdlał.
Dentysta zadzwonił na służącego i obaj zaczęli trzeźwić Norcia, który wkrótce przyszedł do siebie, ale dostał dreszczów.
Zbolały Plunio siedział tymczasem nad miednicą i rzewnie biedak płakał. Rzeczywiście rwanie odrazu trzech zębów należy do przykrych operacyj.
Norcio jęczał ledwie dosłyszanym głosem:
— A niechże was pioruny spalą, z waszem dodawaniem mi odwagi... Tydzień będę chorował... Wolę śmierć niż rwanie zęba... Jestem rozstrojony, zabity!
— A widzisz! wygrałem... trzysta... rubli... — łkał Plunio.
— Istotnie — zauważył dentysta — nie jest to trafny uspakajający środek rwać przy kimś zęby, ale dla szanownego pacjenta mego było to niezbędne. Jabym jeszcze głosował za dwoma innemi i za wprawieniem szczęki.
— Owszem, będę pana o to prosił — odpowiedział Plunio — a teraz dziękuję i...