Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/260

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Niekiedy słyszę pieśń, ukochanej odegrywaną ręką; wówczas zmieniasz formę kwiatu w kształty kobiece i patrzysz na mnie oczami sfinksa, jakbyś chciała nas oboje skuć w jedną całość na wieki. Wszak my jesteśmy dwoma promieniami jednego światła, rzuconemi z nieskończoności poto, aby się tu połączyć! O ludzie, nie stawajcież na drodze biegnącym ku sobie gwiazdom...
Poprawiasz włosy, gniewając się, że ci je wiatr potargał? To nie wiatr, to pocałunek mój! Spojrzyj na mnie!... Milczą wprawdzie oczy twoje, ale ja i taką mowę rozumiem. Miłość z nich przegląda!
Duch mój to ocean rozkołysany burzą; gdy niema cię, jest noc i zwiększa jeszcze okropność walki. Ukaż się więc, o ty słońce moje! Ciebie przecież nie dosięgną szalone wybryzgi piany, a może — przy blasku twym, choć obcy jaki człowiek znajdzie bezpieczne miejsce, aby podziwiać siłę fali i patrzeć na twój obraz po miljon razy odbity w wiekuiście ruchomem zwierciadle.


∗             ∗

„Pamiętasz młodą wiewiórkę? Miała trójkątną głowę, oczy wypukłe i ruchy twoje. No — i zabili ją. Czyżby każdą pamiątkę po mnie ten sam los spotkał?...


∗             ∗

„Wyrzekałem kiedyś, ale to już bardzo dawno; lecz dziś, gdy znowu jesteśmy razem, narzekania zamieniają się w pieśni. Przebacz niepokój i niewiarę moją. Niewdzięczny! jak mogłem pomyśleć, że będziesz głuchą na to łkanie serca, które się wydziera do ciebie, że milszym ci będzie jakiś pozorny blask od uczuć głębi. Patrz, jam wynalazł w sobie sturamienną hydrę, oplątałem cię ognistą siecią moich myśli i wiecznie