Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/261

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


niepewny, wiecznie drżący o jutro tuliłem cię w uścisku rozpaczy.


∗             ∗

„Kto tu jest i do kogo mówię? Róża — wszakże to tylko kwiat, a — obok niej cień mojej wyobraźni. Jak pusto! a zdawało się, żem słyszał szelest nadchodzącej. Powiedz — czyś skryła się? niechże cię zobaczę ten raz jeszcze; tak już dawno nie patrzyłem na ciebie!
Życie schodzi mi cierpko, jak tym wszystkim, którzy zmuszeni są walczyć ze sobą — bardzo cierpko! Zgubiłem połowę duszy mojej, szukałem jej, a ludzie odpowiadali: nie wiemy!
Czyżbym jej już nigdy znaleźć nie miał?...
O różo!... w duchu ludzkim naciągnięte śpią struny boleści, pokąd nie zbudzi ich traf albo konieczność. Wówczas dreszcz ich udziela się grobom, które umilkły na wieki, a w kamieniach nawet słychać przyśpieszone tętno i oddech niespokojny. Tylko kwiaty piękne lecz martwe uśmiechają się do głosów tych, jak do szmeru skrzydeł motyla.
Nie jestżeś ty takim kwiatem?


∗             ∗

„Siądźmy — spokojnie tu jest. Wiatr przepływa między liśćmi, a niebo na zachodzie twoim oblało się rumieńcem. Niegdyś o takiej porze, na dalekie stąd łąki wychodziłem zbierać kwiaty dla ciebie, jakbyś je rzeczywiście przypiąć musiała. Inni wyśmiewaliby podobne złudzenia, mnie jednak było z niemi tak dobrze...
Ale dziś wszystko już przeszło. I gdy w spokojnem szczęściu naszem wspominam o tych wybuchach żalu, bezsennych i gorączkowych nocach, — gdy pomyślę, że dwoje nas tęskniło i płakało w ukryciu, widzę, że cierpienia dane nam były w tym celu, aby się przy nich lepiej teraźniejsze szczęście odbiło.