Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/198

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Raz uwierzywszy w to, uznał się wynalazcą i propagatorem wielkiej idei, a niebawem też mianował siebie samego najgorliwszym jej wyznawcą i uczniem.
Od tej chwili z niezmordowanym zapałem obchodził wszystkie redakcje, ofiarowywał im swoje żółte broszury z własnoręcznym podpisem autora i prosił o wzmiankę. Ponieważ jednak redakcje ze wzmiankami nie spieszyły, po kilku tygodniach więc wracał do nich z następującą mówką:
— Nie wspomnieliście jeszcze panowie o mojej „potrzebie łącznego działania“?... Szkoda!... Mówię to nie dlatego, że jest moją, ale dlatego, że istotnie zasługuje na poparcie, jako rzecz dobra i z talentem napisana. Pragnąłem tam przeprowadzić ideę rozbudzenia życia w naszych partykularzach, zachęcam mieszkańców ich do zebrań, wspólnych zabaw, tworzenia straży ogniowych, czytelni, no — słowem do wszystkiego!...
Dzięki tej metodzie — broszurka i jej autor znalazły rozgłos. Jakaś stara panna w liście bezimiennym oświadczyła Jackowi, że go kocha, — kilku młodzieńców prowincjonalnych, których Jacek nazwał „rozpróżniaczonemi lampartami,“ obiecali go przy sposobności ciężko skompromitować, a pewien lekarz z miasta Wydrwiszek wezwał go na kilka dni do siebie, jako człowiek, uznający potrzebę łącznego działania na prowincji, i który pod kierunkiem samego mistrza pragnie wielką ideę na grunt małomiasteczkowy przeszczepić.
Po odebraniu tego listu, przyjaciel mój, z parasolem w rękach i torbą na plecach, przez kilka dni znowu odwiedzał redakcje, zawiadamiając je poufnie o budzeniu się prowincji do życia i czynu — nadmieniając jednocześnie, że dobro ogółu dużo skorzystałoby na tem, gdyby ogłoszono, iż on, pan Jacek Utopowicz, znany publicysta, wyjeżdża w tych dniach do miasta Wydrwiszek, wezwany tam przez kółko ludzi miłujących postęp, w interesie łącznego działania, tudzież obudzenia ducha inicjatywy.