Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Radca odprowadził go do przedpokoju i szepnął:
— A możebyś chciał jeszcze z nami porozmawiać?
— O panie radco, tak już późno!... — zawołał buchalter drżącym głosem.
— Ależ proszę cię!... Przecież...
— Nigdy! nigdy!... — odparł buchalter, błagając Boga, aby stryj użył przemocy.
Ale dobrotliwy starzec zbyt szanował wolność ludzką, zamiast więc nalegać, rzekł:
— No, to dobranoc ci!
— Nad czem się panowie tak naradzają?
— Nie wiem... Pan radca... — zaczął Filip z miną człowieka, który pragnie być jak najskrupulatniej badanym.
— No, idź już, idź!... — zawołał stryj. — A nie zapomnij być jutro przed siódmą, bo kolej nie czeka.
Buchalter wyszedł, wtłaczając bardzo gwałtownie kapelusz na głowę. Był rozstrojony i (dziwna rzecz!) mocno żałował, że stryj jego żony nie ma despotycznego charakteru.


VII
O DROBNYCH PRZYKROŚCIACH, JAKIE TRAFIAJĄ SIĘ ZAKOCHANYM W PODRÓŻY.

Na drugi dzień o wpół do ósmej młoda para była już gotowa do drogi. Stryj radca pobłogosławił ich i pożegnał tak, jakby wyjeżdżali do Tasmanji, a przypomniawszy sobie, że go synowica nigdy nie opuszczała na cały tydzień blisko, rozpłakał się jak dziecię.
Dano znać, że zajechała dorożka; ponieważ zaś radca od niepamiętnych czasów o kwadrans na dziewiątą codzień pijał kawę i lękał się opóźnienia pod tym względem, młodzi więc sami udali się na kolej.
Kupiwszy bilety, wyszli na platformę, gdzie osób było jakoś niewiele. Okoliczność ta nasunęła genjalną myśl panu Fi-