Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Czy dlatego, że mi panny pochwytali? — spytał kasjer. — I cóż zyskali na tem? Zobacz, jak żyją te małżeństwa. Mężowie mają kochanki, a każda z żon mówi mi wprost, że jest nieszczęśliwą. Przytem stosunki moje z paniami pozostały niezmienione; uwielbiam każdą z nich i jestem uważany za najszczerszego przyjaciela.
— Tak, ale sam nie ożeniłeś się.
— Powiem ci otwarcie — odparł kasjer — że za mało mam w sobie instynktów zwierzęcych. Miłość idealna wystarcza mi.
— No, ale ja...
— To też się żenisz. Zawsze jednak radzę ci cierpliwość!
— Cóżbyś ty zatem robił, będąc na mojem miejscu?
— Zacząłbym od początku, aby naprawić to, coś zepsuł zuchwalstwem. Do dnia ślubu nie pocałowałbym jej nawet w rękę, tylko bawił rozmową o przedmiotach wzniosłych i kształcących...
— A po ślubie? — spytał ciekawie Filip.
— Wyjechałbym z nią na wojaż, otaczał troskliwością, uprzedzał każde życzenie...
— A za przyjazdem do domu?
— Czytywałbym książki, chodził na spacery, wspólnie zajmował się pracą w ogródku... Tym sposobem dusze wasze zrozumiałyby się...
Biedny buchalter, wysłuchawszy tego opisu miłości kasjerskiej, nic nie mówiąc, wziął kapelusz i wyszedł do narzeczonej. W drodze postanowił na wieki zerwać z metodą pana Piotra, pokonać wrodzoną nieśmiałość i zdobyć się na krok stanowczy.
Gdy wszedł do pokoju panny Zofji, zastał ją zajętą krajaniem. Powiedział: „Dobry wieczór“ — a gdy się uśmiechnęła, zbliżył się do niej krokiem żołnierza, idącego do ataku, i... pocałował w ucho!...
W heroicznym tym akcie było coś tak nienaturalnego, że