Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ter. — Już i tak jestem nieśmiały, a ty mnie onieśmielasz jeszcze bardziej!
— Udzielam ci tylko rad, zdolnych zapewnić trwałe szczęście. Nigdy się nie śpiesz, bo powoli dalej zajedziesz.
— Ach! — westchnął pan Filip.
— Przytem postępuj jak z księgą: od kartki do kartki, pokolei, nigdy zaś raz ze środka, drugi raz z końca, a trzeci z początku...
— Kiedy to tak daleko!
— Trudno!... Pamiętaj, że cierpliwość wszystko zwycięża, i mnie wierz, bo ja się znam na tem.
W dwudziestym piątym roku życia kochałem młodą osobę, od której mam ten oto pantofelek na zegarek. Pracowałem półtora roku, wzbudziłem w niej myśl, najwznioślejsze uczucia, najszczerszą miłość...
— Dlaczegożeś się z nią nie ożenił?
— Jakiś nikczemnik wszedł mi w drogę, oddziałał na zmysły młodej osoby i sam się z nią ożenił.
— Podobno kochałeś się i w pani Klotyldzie? — spytał Filip.
— To była czwarta moja miłość, po której mam zasuszone niezapominajki — objaśnił kasjer. — Doszedłem do tego, żem przed nią klękał i najdalej za miesiąc jużbym się był oświadczył. Wtem licho przyniosło dzisiejszego męża...
— I zabrał ci pannę?
— Pogardzam nim!
— A jakże było z panną Eweliną?
— Z tą dopiero porozumiewaliśmy się oczyma. Widziałem, jak pod wejrzeniem mojem budzi się jej dusza dziewicza...
— Ale teraźniejszy jej mąż znowu ci przeszkodził?
— Niski charakter!... mówić nawet o nim nie warto.
Nastała chwila milczenia, po upływie której buchalter rzekł:
— Okazuje się, że metoda twoja nie musiała być najlepszą.