Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Filip oprzytomniał i zobaczył obok siebie zirytowaną kobiecinę lat średnich, a obok niej strugę kawy i skorupy...
— Uspokój się, dobra kobieto!
— Zapłać pan, to się uspokoję! — krzyczała jejmość. — Zwarjował, czy co?... stłukł mi imbryk za złoty, talerz za dwadzieścia groszy i wylał kawę za dziesiątkę. Czyś pan w lesie, czy co?... Co pan tu sobie myślisz?
Ponieważ ludzie poczęli się gapić, pan Filip więc zapłacił gwałtownej kobiecie za szkodę i jeszcze na pociechę jakąś złotówczynę dołożył. Po wykonaniu tego aktu zadosyćuczynienia poszedł dalej i począł znowu marzyć.
„Niech cię licho porwie, zapomniałem o wszystkiem... Aha!... — Dlaczego pan taki smutny? — pyta panna Zofja. — Myślę o przyszłości — odpowiadam. — Przy takich dochodach można być spokojnym o przyszłość — mówi panna Zofja, rumieniąc się. — Wielkie dochody nie zaspokoją pragnień serca — odpowiadam ja i biorę ją za rękę. Jej ręka drży... oczy przysłaniają się powiekami... ja ściskam rękę i mówię: — Panno Zofjo! Są chwile w życiu człowieka, w których tenże, ulegając naciskowi okoliczności i głosowi serca, musi odstąpić od reguł, uświęconych wiekami. W oczach ludzi obojętnych...“
Pan Filip ocknął się znowu, ujrzał miasto, ulicę, chodnik, a na nim jakiegoś przyzwoitego staruszka, który szedł ze strony przeciwnej. Grzeczny pan Filip zboczył na prawo, staruszek zrobił to samo; pan Filip odskoczył na lewo i ujrzał znowu staruszka naprzeciw siebie. Pan Filip stanął i staruszek zrobił to samo, pan Filip wziął się powtórnie na prawo i tym razem minął starca, którego oblicze poczęło okrywać się chmurą nieukontentowania.
— Znowu mi przeszkodził! — mruknął rozmarzony buchalter.
Szczęściem jednak dość prędko trafił na trop miłych obrazów.
„Wiem już, jak zrobię! — myślał. — Powiem stryjowi