Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wprost: — Panie... — Nie! tak nie wypada... Lepiej powiem odrazu pannie Zofji: — Pani! przyszedłem błagać cię o rękę i serce... — Eh! to za gwałtownie... Zresztą, czy ośmieliłbym się mówić wprost do osoby, którą ubóstwiam, którą... Ja pragnąłbym przedstawić jej szczęście nasze za mgłą... uidealizować nasz związek, otoczyć go aureolą, któraby odpowiadała czystości moich uczuć... O, panno Zofjo!...
„Ale znowu czasu mam zbyt mało!...
„Nie! najlepiej będzie tak: usiądę przy niej i powiem: — Pani! Są chwile w życiu człowieka, w których tenże, ulegając naciskowi okoliczności i głosowi serca, musi odstąpić od reguł...“
— Panie! panie!... — zawołano nagle.
Pan Filip stanął i ujrzał się nad brzegiem rowu, wykopanego w celu naprawienia rury gazowej. Jeszcze krok, a byłby niezawodnie zwichnął nogę, lub kark skręcił.
Ale przypuszczenia te nie przeszły mu nawet przez głowę; w tej chwili bowiem wszedł do kamienicy, którą zamieszkiwała ukochana kobieta.


III
OŚWIADCZYNY.

Ledwie przestąpił próg lubej, wnet wybiegł naprzeciw niego stryj jej i chwytając w objęcia szczęśliwego buchaltera, zawołał:
— Winszuję ci!... winszuję!... Nigdy nie przypuszczałem, abyś mógł zrobić podobną karjerę.
— O czem pan radca mówi? — spytał Filip, czując gwałtowne bicie serca.
— Naturalnie, że o twojej nowej posadzie. Wyborni są ci bankierzy, którzy mówią: „Żeń się, bo inaczej nie dostaniesz tysiąca pięciuset rubli!“ Zofjo! powinszujże mu.
Panna Zofja serdecznie uścisnęła za rękę swego skrytego wielbiciela, który już resztę zimnej krwi utracił. On chciał sam