Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jej gusta, mówił z nią miesiąc o kwiatkach, miesiąc o ptaszkach, miesiąc o miłości, miesiąc o szczęściu pożycia wspólnego...
— Ależ panie adwokacie! ja na to wszystko mam najwyżej kilka dni...
— W takim razie oświadcz się pan natychmiast.
— Jakto! więc każesz mi pan z panną Zofją układać się o jej serce tak, jak o beczkę cukru, albo o wańtuch wełny?
— No, więc ułóż pan sobie stosowną mówkę i nie zabieraj mi czasu! — mruknął adwokat.
Jakaś idea zaświtała w głowie buchaltera, szybko bowiem pożegnawszy adwokata, wrócił do siebie i począł coś pisać. Było to bardzo długie wypracowanie, zaczynające się od słów:
„Są chwile w życiu człowieka, w których tenże, ulegając naciskowi okoliczności i głosowi serca, musi odstąpić od reguł uświęconych wiekami. W oczach ludzi obojętnych nazywa się to deptaniem uczuć, poniewieraniem tradycji, — lecz wobec przychylności i współczucia zarzuty podobne...“ i t. d.
Skończywszy pisanie, pan Filip odczytał je raz, drugi i trzeci, a potem rozpromieniony i zamyślony wyszedł na ulicę, kierując się ku domowi, w którym piękna Zofja przebywała.
Tymczasem godziny biegły, i była już czwarta po południu; zakochany jednak buchalter nie uważał tego, zajęty całkowicie dramatem, który rozegrywał się w jego duszy.
Oto, co myślał:
„Stryj po obiedzie położy się spać, i zostaniemy tylko oboje z panną Zofją. Wtedy będę mówić niewiele, a ona się spyta: — Dlaczego pan dziś taki smutny? — Pani! — powiem ja — powinienem być wesołym, ponieważ mam tysiąc dwieście rubli pensji, a nawet tysiąc pięćset... — Doprawdy, że jesteś pan bardzo szczęśliwy... — Jak mam to rozumieć? — zapytam ja. — To zależy od pana — odpowie panna Zofja.“
— A niechże też pana! — wrzasnął jakiś głos niewieści, przy towarzyszeniu brzęku tłukących się naczyń fajansowych.