Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/094

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dla ukrycia bowiem swych uczuć zasłoniła twarz wachlarzem. Alfons czuł, że nadeszła chwila stanowcza, a ponieważ różne rodzaje wypitych win teraz właśnie działać poczęły, nabrał więc dziwnej odwagi i szepnął:
— Rozkazujesz pani?
— Proszę — odparła stłumionym, zapewne ze wzruszenia głosem dziewica.
Natchniony młodzian pomyślał i patrząc namiętnie w oczy zachwycającej dziewicy, zaczął szczytną improwizacją:

Klemensa jest imię Twe,
Chocieś podobna do róży;
Zraniłaś serce me,
Które Ci wiernie służy.

Twarz dziewicy z różowej stała się purpurową. Alfons, widząc to, z podwojonym zapałem ciągnął:

Więc pozwól, różo nadobna,
By motyl przy Tobie siadł;
Królowej kwiatów podobna...

Nie dokończył... panna bowiem parsknęła mu w oczy śmiechem i uciekła.
Po upływie kilku minut elegancki Alfons zauważył, że w śmiechu panny Dygalskiej przyjęła udział panna Synopizmowiczówna, potem pani Synopizmowiczowa, potem pani Dygalska, potem trzy jakieś nieznane mu panny i cztery mężatki, potem wszystkie panny i wszystkie mężatki, a wreszcie całe towarzystwo, nie wyłączając lokai. Nie rozumiejąc, o co im chodzi, wybiegł bardzo zmieszany na ganek, gdzie zastał pana Pawła, który na niego zgóry napadł:
— Fe! kochany Fonsiu, jak można wszystkim pannom jedne wkółko wiersze powtarzać?
— Ależ...
— Co to ależ! Skompromitowałeś mnie i siebie, i musimy obaj natychmiast wyjeżdżać.