Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Więc już wszystko stracone? — spytał drżącym głosem Alfons.
— Niewszystko jeszcze, ale jest źle! Musimy teraz zapukać do starego Fitulskiego, którego córka Dorota ma wprawdzie dwakroć, ale przytem garb i rude włosy.
— Ach!... — jęknął Alfons.
Pan Paweł bystro spojrzał mu w oczy.
— Wzdychać niema co — rzekł — tylko kuć żelazo, póki się da. Z Fitulskim interes zrobię, posag dostaniesz i coś po śmierci starego, a tymczasem trzymaj się ostro! Miałem list od ojca, którego Piotr stradował i jeszcze na Leszno chce wsadzić — cała nadzieja zatem w tobie...
Piękny Alfons opuścił głowę na piersi i poszedł się przebrać. Po upływie godzinki on i pan Paweł wyjechali, pozostawiając za sobą huczne dźwięki muzyki i jeszcze huczniejsze śmiechy bawiących się gości.


ROZDZIAŁ IV,
W KTÓRYM ZDARZAJĄ SIĘ NIEPRAWDOPODOBNE
A JEDNAK PRAWDZIWE WYPADKI.

Stary Fitulski był nieociosanym gburem. Wykwintnego Alfonsa przyjął chłodno, przedstawił o tyle małej o ile garbatej spadkobierczyni swej Dorotce i wyszedł do gospodarstwa.
Po upływie dwu dni, w ciągu których pan Paweł wyjechał, a protegowany jego przymuszał się do pokochania zdefektowanej piękności, stary Fitulski wezwał Alfonsa do swej kancelarji i tam, nie owijając w bawełnę, zapytał go:
— Krótko węzłowato, pocoś pan tu przyjechał?
Struchlały Alfons ledwie zdołał wybąkać coś o sympatji dwu serc: męskiego i kobiecego.
— Majątku pan nie masz?
— Mam dom komisowy... — odpowiedział młodzieniec.
— Ja się tam na takie plewy nie łapię! — przerwał Fitulski. — Kończmy więc: żenisz się pan z Dorotą czy nie?