Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/074

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Człowiek... klęczący... pod krzyżem... między drzewami?... Zastanowiło mnie to!... Zbliżamy się, klęczy. Wołamy — klęczy... Młodszy Chapandrowicz, jako najbardziej zdeterminowany, podchodzi bliżej, dotyka się człowieka, klęczącego pod krzyżem, i... cofa się wtył z okrzykiem.
Człowiek był powieszony!
Nogi jego były zgięte, a kolana znajdowały się w odległości ćwierci werszka od ziemi. Ręce zwieszały się po obu stronach ciała: lewa w odległości jednego werszka od krzyża, prawa w odległości arszyna od akacji. Na twarzy denata znajdowały się sine plamy, na szyi zaś mocno zaciśnięty pasek, którego górny koniec był przywiązany do ramienia krzyża.
Pierwszem naszem zadaniem wobec podobnego wypadku było uwiadomić właściwe władze. Jakoż pobiegliśmy ku rogatce. W bramie jednak cmentarza młody Chapandrowicz zauważył, że należałoby dać pomoc nieszczęśliwemu. Uderzeni trafnością jego zdania, wróciliśmy napowrót i przekonaliśmy się, że denat był jeszcze ciepły. Zdjąwszy go zatem, przy pomocy robotników, ułożyliśmy go na sąsiednim grobie, lecz ponieważ żaden z nas nie wiedział, jakim sposobem należy ratować wisielców, pobiegliśmy więc po lekarza.
Gdy lekarz przyszedł, znaleźliśmy już na miejscu właściwy sąd... Od niego dowiedzieliśmy się, że denat już nie żyje, że śmierć nastąpiła przez powieszenie na pasku, że prawdopodobnie nieboszczyk był samobójcą i że nazywał się Stefan...
— Co? Stefan? — wykrzyknął do najwyższego stopnia zdziwiony patron.
— Stefan! pański kolega... To samo nazwisko — rzekł mecenas.
— Ale ja, panie dobrodzieju, nazwiska nie mówiłem, mówić nie mogłem! — wołał prawie zrozpaczony patron.
— Upewniam pana, że to on sam! — twierdził mecenas.
— Nieszczęście! panie dobrodzieju.