Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/073

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pogrzeb, a potem odezwał się bardzo rozsądnie: „Moi panowie! ponieważ w domu ś. p. nieboszczyka nie znajdziemy nawet szklanki wody, ja zaś sam stoję w hotelu, proszę więc was, najszczerszych przyjaciół zmarłego, dziś wieczorem do Stępka, a jutro na nabożeństwo do kaplicy cmentarnej...“
Ach!... Co też ja miałem panom powiedzieć?... szczególniejsza rzecz na honor! mam taką pamięć lokalną... No, ale mniejsza!
Poszliśmy sobie tedy wieczorem do poczciwego Antka, na drugi dzień na cmentarz, wysłuchaliśmy nabożeństwa, no, a ponieważ Chapandrowicz młodszy nie znał Powązek, więc odprowadziliśmy go i naturalnie pocieszali po tak dotkliwej stracie.
Szlachcic rozruszał się bardzo prędko. Tu podziwiał armatkę na grobie, tam znowu katakumby, ale najwięcej zaciekawiały go studnie i baranki. „Co to za baranki?... poco te baranki?...“ — pytał nas, a my naturalnie wytłomaczyliśmy mu, że matki na grobach dzieci składają zabawki, na jaką którą z nich stać.
Piękny ten zwyczaj mnie samego rozrzewnił. Wyznam panom, że i ja mam duszę poetyczną, powiem nawet, że ten dowód przywiązania rozczulił mnie niezwykle...
Na honor!... Taż sama myśl, którą wam miałem zakomunikować, w tej chwili przemknęła mi przez głowę. Gdybym choć parę minut... Ale mniejsza o to!
Byłem więc, jak powiadam, rozrzewniony. Cmentarz ma swoje powaby. Te naprzykład drzewa i kwiaty, te ławki, na których żywi siadają, aby rozmyślać o umarłych, są bardzo przemawiającemi do duszy. A weźmyż teraz dzieci bawiące się, lub strudzonych robotników, spoczywających między grobami; wszystko to jest bardzo poetyczne!
Idziemy w ten sposób z alei do alei, od grobu do grobu, gdy wtem pod krzyżem między drzewami spotykamy klęczącego człowieka...