Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/065

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


raz mocniej i stracił służbę. Od tego czasu poczęli dom odwiedzać różni panowie, a także jakieś panie młode i stare.
O czem konferowali z dymisjowanym lokajem, Marja nie wiedziała, dostrzegła jednak to, że w owych czasach miał więcej grosza niż dawniej, a pijał tylko arak.
Najczęściej odwiedzał ich pewien stary bogacz, o którym opiekun mówił, że ma fałszywe zęby, cudze włosy i przyprawioną rękę. Nazywał go też wielkim nicponiem, ale kłaniał mu się do samej ziemi, bo mu stary najwięcej dawał zarabiać.
Pewnego dnia stary przyniósł dziewczynie kolczyki i broszkę. Bała się go bardzo, lecz gościniec wzięła, ponieważ był ładny.
Tego samego wieczora eks-lokaj powiedział jej, że pójdzie do starego na służbę...
Jakie tam przy okazji wystąpiły propozycje, łatwo domyślicie się, szanowni koledzy. Uczciwa, choć niedoświadczona dziewczyna, pamiętając o przestrogach opiekunki, odparła je ze wstrętem. Łotr jednak tatko, dla którego skrupuły podobne nie istniały, wpadł we wściekłość i wygnał z domu sierotę.
— Ha! wtedy — mówiła biedna Marja — porwała mnie złość. Klękłam na bruku i przysięgłam Bogu Najwyższemu, że już do tego domu, gdzie chcą duszę moją zgubić, skąd mnie gorzej niż psa wypędzają, nigdy nie wrócę. I powiadam, że i dziśbym nie wróciła, chyba, żeby Bóg za taką dobroć moją oddał mi córeczkę.
Potem z naszej ulicy uciekłam jak warjatka, sama nie wiedząc gdzie. Chciałam iść do jednej stróżki znajomej, ale mi wstyd było, i nie poszłam. Potem pomyślałam, że najlepiej zrobię, jeżeli się w Wiśle utopię, i pobiegłam na most.
Póki ludzie czuwali i światła paliły się w domach, chodziłam po moście i mówiłam sobie tak: Jeszcze się popatrzę na Warszawę, to znowu na Pragę, to na Saską Kępę, a potem skoczę w wodę. Takem się zamyśliła, aż naraz zrobiło się stra-