Przejdź do zawartości

Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/031

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

Niedawnoś pokradł deski i dziś znowu przychodzisz, kanaljo!
 — Ja nie kradnę desek — szepnął Jakób.
 — Nie kradniesz ty, tylko twój brat za ciebie... Znamy się, lisku... Won stąd!
 Biedak podniósł się.
 — Czego wy chcecie ode mnie, człowieku?...
 — Won stąd! — krzyknął jeszcze głośniej przybyły i schwyciwszy Jakóba za ramię, gwałtownie wypchnął go na drogę.
 Nędzarz teraz dopiero uczuł, że go noga boli straszliwie, że go głowa pali, i język mu z pragnienia wysycha. Chciał jeść, chciał pić, chciał spocząć gdzie, ale miejca nie było.
 Na skręcie pustej i niebrukowanej ulicy, za stosem belek, dostrzegł rudego dziada, w starym wojskowym płaszczu i z płócienną torbą na ramieniu. Dziad, siedząc, układał coś na kolanach i mruczał:
 — Krajanka chleba... za duszę Piotra i Agaty. Suchy chleb!... Trzy ogórki, żeby Pan Bóg dał deszcz... Może i da? Szóstka za dusze zmarłe... Wieczny odpoczynek...
 Jakób zrobił parę kroków naprzód.
 — Litościwa osobo, zmiłuj się nad biednym sierotą!... — zaczyna dziad, raczej skutkiem przyzwyczajenia niż nadziei, aby prośba jego przydać się na co mogła.
 Jakób stanął.
 — I i i... dziadku — rzekł — jeszczeby mnie się co od was należało...
 — Wam?... ode mnie?... — zawołał dziad zdumiony.
 — A ino?... Wyście dziś jedli, a ja nic! .
 — No, patrzaj! nie jedliście?... a to jedzcie, kto wam broni? — mruknął dziad, szybko chowając swe zapasy.
 — A kiej nie mam co jeść...
 — To sobie zaróbcie. On myśli, że teraz dziady to tak wielkie panowie jak dawniej...

 — Pewnie, że chciałbym zarobić, ale nie mam gdzie.