Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom3.djvu/010

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

gdzieś na przylądku Dobrej Nadziei, z jakimiś Zulusami. Tu zaś, w Europie, ani mniej, ani więcej, tylko — wybuchła dżuma w okolicach Astrachania i lada dzień może do nas zajrzeć.
Co my mamy przez tę dżumę!... Kogo spotkam, mówi: „Co? dobrze wam sprowadzać perkaliki z Moskwy? Zobaczysz pan, że razem z niemi sprowadzicie morową zarazę“, A ile się to odbiera anonimów, wymyślających, na czem świat stoi! Zdaje mi się jednak, że autorami ich są przedewszystkiem kupcy, nasi współzawodnicy, albo też fabrykanci perkalików łódzkich.
Ci utopiliby nas w łyżce wody, choćby żadnej dżumy nie było; naturalnie, że nawet setnej części tych wymysłów nie powtarzam Wokulskiemu; myślę jednak, że on sam słyszy ich i czyta więcej, aniżeli ja...
Właściwie mówiąc, chciałem na tem oto miejscu napisać historyą niesłychanej sprawy, sprawy kryminalnej, którą pani baronowa Krzeszowska wytoczyła, komu?.. Niktby nie zgadł!.. Oto tej pięknej, tej poczciwej, tej kochanej pani Helenie Stawskiej. Ale taka mnie pasya ogarnia, że nie mogę myśli zebrać. Więc dla rozerwania uwagi napiszę sobie o czem innem.
Wytoczyła pani Stawskiej proces kryminalny, o kradzież!.. Jej, o kradzież... Naturalnie, że wyszliśmy z tego błota, jak tryumfatorowie. Ale co nas to kosztowało... Ja naprzykład, dalibóg, nie