Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom2.djvu/427

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Choćbym nawet musiała kiedyś wyjść za niego — mówiła sobie — to jeszcze nie mam racyi śpieszyć na powitanie“.
Ale ponieważ rzeczy spakowano, powóz zajechał, a nawet z przedniego siedzenia wyglądała już jej pokojówka, więc panna Izabela zdecydowała się na wyjazd.
Pożegnanie jej z rodziną było pełne znaczenia. Pan Łęcki, ciągle rozstrojony, przecierał oczy, a hrabina, wsunąwszy jej w rękę aksamitny woreczek z pieniędzmi, pocałowała ją w czoło i rzekła:
— Nie radzę, ani odradzam. Masz rozum, wiesz jakie jest położenie, więc sama musisz coś postanowić i przyjąć konsekwencye.
Co postanowić?... jakie przyjąć konsekwencye?... o tem nie wspomniała hrabina.
Tegoroczny pobyt na wsi głęboko zmodyfikował niektóre poglądy panny Izabeli; nie sprawiło tego jednak świeże powietrze, ani piękne krajobrazy, ale wypadki i możność spokojnego zastanowienia się nad niemi.
Przyjechała tu, na wyraźne żądanie ciotki, dla Starskiego, o którym powszechnie mówiono, że odziedziczy majątek po prezesowej. Tymczasem prezesowa, przypatrzywszy się swemu ciotecznemu wnukowi, oświadczyła, że, conajwyżej, zapisze mu tysiąc rubli dożywotniej renty, która zapewne bardzo mu się przyda na starość. Cały zaś majątek