Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom2.djvu/426

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Czy mogę być szczerym?
— Proszę.
— Mam dla pani głęboką wdzięczność. W jednej godzinie dowiedziałem się od pani więcej, aniżeli przez całe życie.
— Odemnie?... Zdaje się panu. Mam w sobie parę kropli krwi węgierskiej, więc kiedy wsiądę na konia, szaleję i plotę niedorzeczności. Notabene, nie cofam nic z tego, com powiedziała, ale mylisz się pan, jeżeli sądzisz, żeś mnie już poznał. A teraz pocałuj mnie pan w rękę; jesteś pan rzeczywiście interesujący.
Wyciągnęła rękę, którą Wokulski ucałował, szeroko otwierając oczy ze zdziwienia...





XI.
Pod jednym dachem.

W tej samej porze, kiedy Wokulski z panią Wąsowską kłócił się, albo galopował po łące, z majątku hrabiny do Zasławka dojeżdżała panna Izabela. Wczoraj otrzymała od prezesowej list, wyprawiony przez umyślnego posłańca, a dziś, na wyraźne żądanie swej ciotki, wyjechała, lubo niechętnie. Była pewna, że w Zasławku już znajduje się mocno protegowany przez prezesową Wokulski; taka więc nagła podróż wydała jej się niewłaściwą.