Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/427

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czelny i nikczemny... Jak on śmiał udawać zakochanego we mnie i z jaką łatwością... Doprawdy, że ci parweniusze zdystansują nas nawet w obłudzie... Cóżto za nędznik!...“
Oburzona, chciała zapowiedzieć Mikołajowi, ażeby nigdy nie wpuścił Wokulskiego za próg salonu... Najwyżej do gabinetu pana, gdyby do nich przyszedł z interesem. Lecz, przypomniawszy sobie, że Wokulski wcale nie zapraszał się do nich, zarumieniła się ze wstydu.
Wtem, dowiedziała się od pani Meliton o nowym zatargu barona Krzeszowskiego z żoną i o tem, że baronowa kupiła od niego klacz za 800 rubli, ale — że pewnie ją zwróci, gdyż za kilka dni ma odbyć się wyścig, a baron porobił duże zakłady.
— Może nawet państwo baronowie pogodzą się przy tej okazyi — zauważyła pani Meliton.
— Ach, cóżbym dała za to, ażeby baron nie dostał klaczy i przegrał zakłady!... — zawołała panna Izabela.
W parę zaś dni dowiedziała się, pod wielkim sekretem, od panny Florentyny, że baron nie odzyska swojej klaczy, gdyż kupił ją Wokulski...
Tajemnica była jeszcze tak zachowywaną, że kiedy panna Izabela poszła z wizytą do ciotki, zastała hrabinę i prezesową, naradzające się nad pogodzeniem państwa Krzeszowskich, za pomocą owej klaczy.
— Nic z tego nie będzie — wtrąciła ze śmie-