Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

kupiec — jest paryasem... Co mnie to wreszcie obchodzi; gnijcie sobie w spokoju!“
Znowu dodał jednę kolumnę, nie uważając nawet, co się dzieje w sklepie.
„Zkąd ona wie — myślał dalej — że ja kupiłem serwis i srebra?... A jak wybadywała, czym nie zapłacił więcej niż warte! Z przyjemnością ofiarowałbym im ten pamiątkowy drobiazg. Winienem jej dozgonną wdzięczność, bo gdyby nie szał dla niej, nie dorobiłbym się majątku i spleśniałbym za kantorkiem. A teraz może mi smutno będzie bez tych żalów, rozpaczy i nadziei... Głupie życie!... Po ziemi gonimy marę, którą każdy nosi we własnem sercu i dopiero, gdy ztamtąd ucieknie, poznajemy, że to był obłęd... No, nigdybym nie przypuszczał, że mogą istnieć tak cudowne kuracye. Przed godziną byłem pełen trucizny, a w tej chwili jestem tak spokojny i — jakiś pusty, jakby uciekła ze mnie dusza i wnętrzności, a została tylko skóra i odzież. Co ja teraz będę robił? Czem będę żył?... Chyba pojadę na wystawę do Paryża, a potem w Alpy“...
W tej chwili zbliżył się do niego na palcach Rzecki i szepnął.
— Pyszny jest ten Mraczewski, co? Jak on umie rozmawiać z kobietami.
— Jak fryzyerczyk, którego uzuchwalono — odpowiedział Wokulski, nie odrywając oczu od księgi.