Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ty coś wiesz, Florciu!... Proszę cię, powiedz!... — błaga ją panna Izabela. Jej oczy napełniają się łzami.
— Zresztą tobie powiem, tylko nie zdradź tajemnicy przed ojcem — prosi kuzynka.
— Więc kto?... No, kto kupił?...
— Wokulski — odpowiada panna Florentyna.
Pannie Izabeli w jednej chwili obeschły oczy, nabierając przytem barwy stalowej. Odpycha z gniewem ręce kuzynki, przechodzi tam i napowrót swój gabinet, wreszcie siada na foteliku, naprzeciw panny Florentyny. Nie jest już przestraszoną i zdenerwowaną pięknością, ale wielką damą, która ma zamiar kogoś ze służby osądzić, a może wydalić.
— Powiedz mi kuzynko — mówi pięknym kontraltowym głosem — coto za śmieszny spisek knujecie przeciwko mnie?
— Ja?... spisek?... — powtarza panna Florentyna, przyciskając rękoma piersi. — Nie rozumiem cię, Belu...
— Tak. Ty, pani Meliton i ten... zabawny bohater... Wokulski...
— Ja i Wokulski?... powtarza panna Florentyna. Tym razem zdziwienie jej jest tak szczere, że wątpić niemożna.
— Przypuśćmy, że nie spiskujesz — ciągnie dalej panna Izabela — ale coś wiesz...