Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— O Wokulskim wiem to, co wszyscy. Ma sklep, w którym kupujemy, zrobił majątek na wojnie...
— A o tem, że wciąga papę do spółki handlowej nie słyszałaś?...
Wyraziste oczy panny Florentyny zrobiły się bardzo dużemi.
— Ojca twego wciąga do spółki?... — rzekła, wzruszając ramionami. Do jakiejże spółki może go wciągnąć?...
I w tej chwili przestrasza się własnych słów...
Panna Izabela nie mogła wątpić o jej niewinności; znowu parę razy przeszła się po gabinecie, z ruchami zamkniętej lwicy i nagle zawołała:
— Powiedzże mi przynajmniej: co sądzisz o tym człowieku?
— Ja o Wokulskim?... Nic o nim nie sądzę, wyjąwszy chyba to, że szuka rozgłosu i stosunków.
— Więc dla rozgłosu ofiarował tysiąc rubli na ochronę?
— Zpewnością. Dał przecie dwa razy tyle na dobroczynność.
— A dlaczego kupił mój serwis i srebra?
— Zapewne dlatego, ażeby je z zyskiem sprzedać — odpowiedziała panna Florentyna. — W Anglii za podobne rzeczy dobrze płacą.
— A dlaczego... wykupił weksle papy?
— Zkąd wiesz, że to on? W tem nie miałby żadnego interesu.