Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/082

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale pan Tomasz uśmiechnął się i potrząsnął głową. W owym czasie dużo mówiono o zbliżającym się końcu starego świata, a pan Tomasz głęboko odczuwał to, z wielkiemi trudnościami wydobywając pieniądze od swoich pełnomocników.
Odwiedziny fabryki stanowiły ważną epokę w życiu panny Izabeli. Z religijną czcią czytywała ona poezye swego dalekiego kuzyna Zygmunta i zdawało się jej, że dziś znalazła ilustracyą do „Nie-boskiej komedyi“. Odtąd często marzyła o zmroku, że na górze kąpiącej się w słońcu, zkąd zjeżdżał jej powóz do fabryki, stoją okopy św. Trójcy, a w tej dolinie, zasnutej dymami i parą, było obozowisko zbuntowanych demokratów, gotowych lada chwila ruszyć do szturmu i zburzyć jej piękny świat.
Teraz dopiero zrozumiała, jak gorąco kocha tę swoję duchową ojczyznę, gdzie kryształowe pająki zastępują słońce, dywany — ziemię, posągi i kolumny — drzewa. Tę drugą ojczyznę, która ogarnia arystokracyą wszystkich narodów, wykwintność wszystkich czasów i najpiękniejsze zdobycze cywilizacyi.
I to wszystko miałoby runąć, umrzeć, albo rozpierzchnąć się!... Rycerska młodzież, która śpiewa z takiem uczuciem, tańczy z wdziękiem, pojedynkuje się z uśmiechem, albo skacze na środku jeziora w wodę za zgubionym kwiatkiem?... Mają zginąć te ukochane przyjaciółki, które okrywały ją tyloma pieszczotami, albo siedząc u jej nóg, opo-