Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/083

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiadały jej tyle drobnych tajemnic, albo oddalone od niej, pisywały takie długie, bardzo długie listy, w których tkliwe uczucia mięszały się z nader wątpliwą ortografią?
A ta dobra służba, która ze swymi panami postępuje tak, jakby zaprzysięgła im dozgonną miłość, wierność i posłuszeństwo? A te modystki, które zawsze witają ją z uśmiechem i tak pamiętają o najdrobniejszym szczególe jej tualety, tak dokładnie wiedzą o jej tryumfach? A te piękne konie, którym jaskółka mogłaby zazdrościć lotu, a te psy mądre i przywiązane jak ludzie, a te ogrody, gdzie ręka ludzka powznosiła pagórki, wylewała strumienie, modelowała drzewa?.. I to wszystko miałoby kiedyś zniknąć?...
Od tych rozmyślań przybył pannie Izabeli na twarz nowy wyraz — łagodnego smutku, który ją robił jeszcze piękniejszą. Mówiono, że już zupełnie dojrzała.
Rozumiejąc, że wielki świat jest wyższym światem, panna Izabela dowiedziała się powoli, że do tych wyżyn wzbić się można i stale na nich przebywać tylko zapomocą dwóch skrzydeł: urodzenia i majątku. Urodzenie zaś i majątek są przywiązane do pewnych wybranych familij, jak kwiat i owoc pomarańczy, do pomarańczowego drzewa. Bardzo też jest możliwem, że, dobry Bóg, widząc dwie dusze z pięknemi nazwiskami, połączone węzłem Sa-