Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/080

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dały na formach fałdy ubrań. Była pewna, że robi im to wielką przyjemność, ponieważ te panny, które brały jej miarę, albo przymierzały suknie, były zawsze uśmiechnięte i bardzo zainteresowane tem, ażeby strój leżał na niej dobrze.
I jeszcze, wiedziała panna Izabela, że na tamtym, zwyczajnym świecie, trafiają się ludzie nieszczęśliwi. Więc każdemu ubogiemu, o ile spotkał ją, kazała dawać po kilka złotych; raz spotkawszy mizerną matkę z bladem jak wosk dzieckiem przy piersi, oddała jej bransoletę, a brudne, żebrzące dzieci, obdarzała cukierkami i całowała z pobożnem uczuciem. Zdawało się jej, że w którymś z tych biedaków, a może w każdym, jest utajony Chrystus, który zastąpił jej drogę, ażeby dać okazyą do spełnienia dobrego czynu.
Wogóle dla ludzi z niższego świata, miała serce życzliwe. Przychodziły jej na myśl słowa Pisma św.: „w pocie czoła pracować będziesz“. Widocznie popełnili oni jakiś ciężki grzech, skoro skazano ich na pracę; ależ tacy jak ona aniołowie, nie mogli nie ubolewać nad ich losem. Tacy jak ona, dla której największą pracą było dotknięcie elektrycznego dzwonka, albo wydanie rozkazu.
Raz tylko niższy świat zrobił na niej potężne wrażenie.
Pewnego dnia, we Francyi, zwiedzała fabrykę żelazną. Zjeżdżając z góry, w okolicy pełnej lasów i łąk, pod szafirowem niebem, zobaczyła otchłań