Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 03.djvu/265

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Oj! wy uczeni... — rzekł, chwiejąc głowę. — To przecież ty, ty sam, zwróciłeś uwagę Ramzesowi na położenie pospólstwa, a teraz nosisz po nim żałobę w sercu, chociaż on dla ludu nic nie zrobił... To ty zrobiłeś, nie on...
Zabawni z was ludzie, mimo potężnego umysłu — ciągnął Herhor. — Tak samo i Menes... Kapłan ten uważa się za najspokojniejszego człowieka w Egipcie, chociaż on to obalił dynastję, a mnie utorował drogę do władzy!...
Gdyby nie jego list o zaćmieniu słońca w dniu 20-tym Paofi, może obaj z nieboszczykiem Mefresem łamalibyśmy kamienie w kopalni...
No, idź już, idź i pozdrów ode mnie Menesa. Pamiętaj też, że umiem być wdzięcznym, co stanowi wielką tajemnicę władzy. Powiedz Menesowi, że spełnię każdą jego prośbę, byle mi naprzykład nie kazał wyrzec się tronu... Sam też wróć do mnie, gdy wypoczniesz, a zachowam dla ciebie poważne stanowisko.
I dotknął ręką pokornie schylonej głowy kapłana.