Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 03.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wtrącił Hiram. — On jeden jasno widzi, co nam pozostaje do zrobienia.
Wojskowi i cywilni dostojnicy przyznali Hiramowi słuszność, a wielki pisarz dodał:
— Skoro zaczęliśmy walkę z kapłanami, należy jej dokończyć, tem bardziej dziś, gdy mamy listy, dowodzące, że Herhor układał się z Asyryjczykami, co jest wielką zdradą państwa.
— On prowadzi politykę Ramzesa XII-go — wtrąciła królowa.
— Ależ ja jestem Ramzes XIII-ty!... — już niecierpliwie odpowiedział faraon.
Tutmozis podniósł się z krzesła.
— Panie mój — rzekł — pozwól mi działać. Jest rzeczą bardzo niebezpieczną przeciągać ten stan niepewności, jaki panuje w rządzie, a byłoby zbrodnią i głupotą nie skorzystać z okazji. Skoro mówi ten kapłan, że świątynia nie jest broniona, pozwól mi, abym poszedł do niej z garstką ludzi, których sam wybiorę...
— Ja z tobą — wtrącił Kalipos. — Według mego doświadczenia, nieprzyjaciel triumfujący jest najsłabszy. Jeżeli więc zaraz wpadniemy do świątyni Ptah...
— Nie potrzebujecie wpadać, ale wejść tam, jako wykonawcy rozkazów faraona, który poleca wam uwięzić zdrajców — odezwał się wielki pisarz. — Na to nie potrzeba nawet siły... Ileż to razy jeden policjant rzuca się na gromadę złodziejów i chwyta, ilu chce...
— Syn mój — odezwała się królowa — ustępuje pod naciskiem waszych rad... Ale on nie chce gwałtu, zabrania wam...
— Ha, jeżeli tak — odezwał się młody kapłan Seta — więc powiem jego świątobliwości jeszcze jedną rzecz...
Parę razy odetchnął głęboko, lecz mimo to dokończył stłumionym głosem: