Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 03.djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nietylko swój urząd, ale i głowę. W naszem państwie nie można bezkarnie opiekować się zbójami i ukrywać ludzi podobnych do najwyższego władcy!...
Sem, w którego obecności Mefres odebrał policji Lykona, zmieszał się, może z obawy, ażeby jego nie posądzono o wspólnictwo. Niemniej jednak odparł:
— Postaram się ostrzec świętego Mefresa o tych uwłaczających mu podejrzeniach. Czy jednak wasza dostojność wie: jak odpowiadają ludzie, oskarżający kogoś o zbrodnię?
— Wiem i przyjmuję odpowiedzialność. Tak przecie jestem pewny swego, że o następstwa moich podejrzeń wcale się nie troszczę. Niepokój zostawiam czcigodnemu Mefresowi i życzę mu, abym nie potrzebował od przestróg — przejść do czynów.
Rozmowa wywołała skutek: od tej pory ani razu nikt nie widział faraonowego sobowtóra.
Ale pogłoski nie ucichły, a Ramzes XIII-ty nie wiedział o nich. Nawet bowiem Tutmozis, lękając się ze strony pana gwałtownych wystąpień przeciw kapłanom, nie zawiadamiał go o niczem.