Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 03.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ROZDZIAŁ XIII.

W początkach miesiąca Paofi[1] jego świątobliwość, królowa Nikotris i dwór powrócili z Tebów do pałacu pod Memfisem.
Przy końcu podróży, która i tym razem odbywała się Nilem, Ramzes XIII-ty często wpadał w zamyślenie, a raz rzekł do Tutmozisa:
— Spostrzegam dziwny objaw... Lud gromadzi się na obu brzegach tak gęsto, a może nawet i gęściej, niż wówczas, gdyśmy płynęli w tamtą stronę. Ale okrzyki są znacznie słabsze, czółen jedzie za nami mniej i kwiatów rzucają skąpo...
— Boska prawda płynie z ust twoich, panie — odparł Tutmozis. — Istotnie, lud wygląda, jakby był zmęczony, co jednak pochodzi ze strasznych upałów...
— Mądrze powiedziałeś!... — pochwalił go faraon i rozjaśnił oblicze.
Ale Tutmozis nie wierzył własnym słowom. On czuł, a co gorsza, czuł cały orszak królewski, że masy ludu już nieco ochłodły w miłości swej do pana.
Czy był to skutek wieści o nieszczęsnej chorobie Ramzesa, czy jakich innych praktyk? Tutmozis nie wiedział. Był jednak pewny, że na to ochłodnięcie wpłynęli kapłani.

„Oto głupi motłoch! — myślał, nie hamując w swem sercu pogardy. — Niedawno tonęli, byle tylko ujrzeć oblicze jego świątobliwości, a dziś żałują krzyku... Czyby już zapomnieli i o siódmym dniu odpoczynku, i o ziemi na własność?...“

  1. Lipiec — sierpień.