Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 01.djvu/075

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— I co?...
— Jeszcze nic określonego. W każdym razie mądrość polityczna mówi mi, że twoją małżonką powinna być córka kapłana...
— Może Herhora?... — zawołał książę ze śmiechem.
— Cóżby w tem było nagannego? Herhor bardzo prędko zostanie arcykapłanem w Tebach, a jego córka ma dopiero lat czternaście.
— I zgodziłaby się zająć przy mnie miejsce Żydówki?... — z ironją zapytał Ramzes.
— Musiałbyś się postarać, ażeby ci zapomniano dzisiejszy błąd.
— Całuję stopy twoje, matko, i odchodzę — rzekł Ramzes, chwytając się za głowę. — Tyle tu słyszałem dziwnych rzeczy, że zaczynam się bać, ażeby Nil nie popłynął w stronę katarakt, albo piramidy nie przeszły na pustynię wschodnią!
— Nie bluźnij, dziecko moje — szepnęła pani, z trwogą patrząc na syna. — W tym kraju widywano dziwniejsze cuda...
— Czy nie te — spytał z gorzkim uśmiechem syn — że ściany królewskiego pałacu podsłuchiwały swoich panów?
— Widywano śmierć faraonów po kilkumiesięcznem panowaniu i upadki dynastyj, które rządziły dziewięciu narodami!
— Bo ci faraonowie dla kadzielnicy zapomnieli o mieczu!... — odparł książę.
Ukłonił się i wyszedł.
W miarę, jak kroki następcy cichły w ogromnym przysionku, twarz dostojnej pani mieniła się: miejsce majestatu zajęły boleść i trwoga, a w wielkich oczach błysnęły łzy.
Pobiegła przed posąg bogini, klękła i, nasypawszy indyjskiego kadzidła na węgle, zaczęła mówić:
— O Izis, Izis, Izis! — po trzykroć wymawiam imię twoje. O Izis, która rodzisz węże, krokodyle i strusie, po trzykroć niech będzie pochwalone imię twoje... O Izis, która chronisz ziarna zbożowe od zabójczych wichrów, a ciała ojców naszych