Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 01.djvu/076

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


od niszczącej pracy czasu, o Izis, ulituj się i chroń mojego syna!... Po trzykroć niech będzie wymawiane imię twoje i tu... i tam... i tam... I dziś, i zawsze i na wieki wieków, dopóki świątynie naszych bogów będą przeglądały się w wodzie Nilu.
Modląc się tak i łkając, monarchini pochyliła się i dotknęła czołem ziemi. A w tej chwili rozległ się nad nią cichy szept:
— Głos sprawiedliwego zawsze jest wysłuchany...
Dostojna pani zerwała się i pełna zdumienia zaczęła oglądać się dokoła. Ale w pokoju nie było nikogo. Tylko ze ścian patrzyły na nią malowane kwiaty, a z nad ołtarza posąg bogini, pełen nadziemskiego spokoju.