Strona:PL Bolesław Prus - Drobiazgi.djvu/232

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kawy, i że pan nie ma zębów ani sztucznych, ani naturalnych, lecz natomiast posiada coś nakształt bardzo naturalnej łysiny.
— Czy ten von Oschuster nie raczy przyjść do stołu? — spytała po francusku pani Euzebja, rzucając z poza filiżanki omdlewające spojrzenie na swoją męską połowę.
— A nie raczy, niestety; udaje bardzo zajętego, a podejrzywam, że się poprostu żenuje nas — odparł w tymże języku pan.
Nawiasowo dodajmy, że państwo Letkiewiczowie tylko po francusku rozmawiali z sobą; ordynaryjną polszczyzną zaś posługiwali się w stosunkach z drobną szlachtą, lokajami i innem prostactwem.
— Cóż on robi? — spytała znowu pani.
— Taksuje nas!... według demokratycznych zasad — odpowiedział pan.
— Jakże obecnie stoją twoje układy?
— On za Wilczołapy daje dwakroć...
Wcale mało! — odparła dama z grymasem.
— Istotnie mało! — potwierdził pan — tem bardziej, że są jeszcze jakieś tam długi...
— Ach, te długi! — przerwała pani takim tonem, jakby ją wspomnienie długów do ziewania pobudzało. — Ciekawam bardzo — dodała -— ile też ich być może?
— Przyznam ci się, duszko, że sam nie wiem! Musi być naturalnie trochę Towarzystwa, jest jakaś tam suma tego kupca Szafranowicza, jest trochę długów hipotecznych żydowskich, no — i nieco osobistych.
Wielka dama ani na chwilę nie przypuszczała, ażeby długów takich, które komornik mógł wyciskać, było aż sto osiemdziesiąt tysięcy.
W tej chwili wszedł do pokoju lokaj, młody chłopak z włosami podobnemi do drutów i głupowatą, lecz przebiegłą fizjognomją. Dźwigał on na sobie liberyjny frak, posiadający około trzech metalowych guzików, ponsową kamizelkę,