Strona:PL Bolesław Prus - Drobiazgi.djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I nic o tem nie wiedząc,
Co człek odkrywa śledząc,
Na tem tle rosną marzenia,
Na tem tle kwitną natchnienia,
Na tem tle przyjaźń, kochanie,
Witanie i wiekuiste rozstanie.
Muszla, co na stole martwa drzemie,
Pielęgnowała niegdyś ślimaka;
Dziś zmarły ślimak gryzie ziemię...
Gryzie ją całe ludzkie plemię...
Wszystkich nas dola jednaka!...
Mocarzu! który myśląc, żeś jest duży,
Szczęśliwych rodzin spokojność rujnujesz,
Motylu! który sobie przeskakujesz
Na różę z róży...
Dziewico! która na ramię kochanka
Chylisz głowę rozmarzoną,
Młodzieńcze!... który wzdychając do wianka,
Ciśniesz do piersi narzeczoną...
Wy, centofolje! słowiki!
Zielone gaje! szemrzące strumyki!
Wszystkich was zwali śmierci cios,
Bo tak chce los!
Apsik!...


Niewiadomo, czy ten ostatni frazes leżał w intencji autora poetyczno-filozoficznych wierszy, czy stanowił przejście do części drugiej, czy też bardzo zręczne zakończenie, dość, że w tem właśnie miejscu grzmot oklasków zagłuszył zarówno deklamatora, jak i łagodne, stłumione dźwięki pianina. Dodać bowiem winniśmy, że od drugiej strofy począwszy, jedna z dam, posiadających wysoki improwizatorski talent muzyczny, siadła do wymienionego instrumentu i bardzo szczęśliwie akompanjowała deklamacji.
Patrząc na rzeczy z filantropijnego stanowiska, cieszymy się niewymownie, że ta przepyszna girlanda poezji i muzyki przerwała się dość szybko; rozczulenie bowiem obecnych doszło wówczas właśnie do zenitu i mogło spowodować najbar-