Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
114
Beaumarchais

BARTOLO. Przewrotny Alonzo!
HRABIA. Panie Bartolo, jeżeli pan często miewa podobne przywidzenia, nie dziwi mnie już niechęć, jaką panna Rozyna żywi do tego zamężcia.
ROZYNA. Zamężcia! z nim! Ja! Spędzić resztę dni przy boku starego zazdrośnika, który, za całe szczęście, ofiaruje mej młodości ohydną niewolę!
BARTOLO. Hoho! Co ja słyszę!
ROZYNA. Tak; powiadam zupełnie głośno; oddam serce i rękę temu, kto mnie zdoła wyrwać z tego straszliwego więzienia, w którem, wbrew wszelkiej sprawiedliwości, trzymają mą osobę i mój majątek. (Rozyna wychodzi).

Scena XIII
BARTOLO, FIGARO, HRABIA.

BARTOLO. Gniew mnie dławi.
HRABIA. W istocie, panie, trudno, by młoda kobieta...
FIGARO. Tak, młoda kobieta i sędziwy wiek, to kombinacja niebezpieczna dla starców.
BARTOLO. Jakto! gdy chwytam ich na gorącym uczynku!... Przeklęty golibrodo, bierze mnie ochota...
FIGARO. Odchodzę: on zwarjował.
HRABIA. I ja także; na honor, zwarjował.
FIGARO. Zwarjował, zwarjował... (Wychodzą).

Scena XIV
BARTOLO, sam, goni za nimi.

Ja zwarjowalem! Przeklęci uwodziciele! Wysłannicy djabła, w którego sprawie działacie, oby was ten djabeł mógł porwać