Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
113
Cyrulik sewilski

to rzecz człowiek! (Do Bartola). No, więc cóż, skończymy przecie? (Odsuwa fotel doktora bardzo daleko od hrabiego i podaje ręcznik).
HRABIA. Zanim skończymy, muszę pani powiedzieć coś bardzo ważnego, w zakresie sztuki, w którą mam zaszczyt panią wtajemniczać. (Przysuwa się i szepce Rozynie do ucha).
BARTOLO, do Figara. Ech! zdawałoby się, że ty umyślnie stajesz tak zbliska i wpychasz się przede mnie, aby mi przeszkodzić...
HRABIA, pocichu do Rozyny. Mamy klucz od żaluzji, będziemy tu o północy.
FIGARO okręca szyję Bartola ręcznikiem. Co pan chce widzieć? Gdyby to była lekcja tańca, miałbyś pan jeszcze na co patrzeć, ale śpiew!... Au! au!
BARTOLO. Cóż tam znów?
FIGARO. Nie wiem co mi do oka wpadło. (Przybliża głowę).
BARTOLO. Nie trzejże.
FIGARO. Tu, w lewe. Czy nie byłby pan łaskaw dmuchnąć mi w nie trochę?
(Bartolo ujmuje Figara za głowę, spogląda ponad nim, odpycha go gwałtownie i zbliża się za plecami kochanków, aby podsłuchać ich rozmowy).
HRABIA, cicho do Rozyny. A co się tyczy listu, wiedz, iż, przed chwilą, nie wiedząc już co począć aby zostać tutaj...
FIGARO, zdaleka, chcąc go przestrzec. Hum, hum...
HRABIA. Zrozpaczony, że i tym razem przebranie moje ma być daremne...
BARTOLO, wchodząc między nich. Przebranie daremne!
ROZYNA, przerażona. Och!
BARTOLO. Bardzo dobrze, moja pani, nie rób sobie ceremonji. Jakto! pod moim nosem, w mojej obecności, śmiesz urągać mi w ten sposób!
HRABIA. Co panu, doktorze?