Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
112
Beaumarchais

HRABIA. Idź do łóżka, drogi Bazyljo; nie wyglądasz dobrze, przyprawiasz nas o śmiertelny niepokój. Idź do łóżka.
FIGARO. Zupełnie ma zmienioną fizjognomię. Idź pan do łóżka.
BARTOLO. Na honor, czuć go febrą o milę. Idź do łóżka.
ROZYNA. Pocoś pan wyszedł z domu? Powiadają, że to zaraźliwe. Idź do łóżka!
BAZYLJO, w ostatecznem zdumieniu. Mam iść do łóżka?
WSZYSCY RAZEM. Ależ tak, tak.
BAZYLJO, spoglądając po wszystkich. W istocie, moi państwo, sądzę, że nieźle uczynię, oddalając się; czuję, że nie jestem tu we właściwem towarzystwie.
BARTOLO. Do jutra zatem: o ile ci będzie lepiej.
HRABIA. Będę u ciebie, Bazyljo, zaraz z rana.
FIGARO. Wierzaj mi, połóż się zaraz i przykryj się ciepło.
ROZYNA. Dobrej nocy, panie Bazyljo.
BAZYLJO, na stronie. Niech mnie djabeł porwie, jeśli cokolwiek rozumiem; i, gdyby nie ta sakiewka...
WSZYSCY. Dobranoc, Bazyljo, dobranoc.
BAZYLJO, odchodząc. Więc dobrze, dobranoc, dobranoc.

(Wszyscy przeprowadzają go śmiejąc się).


Scena XII
ROZYNA, BARTOLO, FIGARO, HRABIA.

BARTOLO, ważnym tonem. Ten człowiek nie wygląda mi dobrze.
ROZYNA. Oczy ma jakby błędne.
HRABIA. Powietrze musiało mu zaszkodzić.
FIGARO. Słyszeliście, jak on gadał sam do siebie? Ba! krucha