Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
109
Cyrulik sewilski

BARTOLO. Już mnie nie złapie.
HRABIA. Sądzę, że co mógł już zrobił w tej mierze.
BARTOLO. Wszystko zważywszy, pomyślałem, iż, z dwojga złego, bezpieczniej posłać go do pokoju, niż zostawiać go tu z Rozyną.
HRABIA. Hoho! niechby spróbował: jabym też miał tu coś do powiedzenia.
ROZYNA. To bardzo grzecznie, moi panowie, szeptać z sobą pocichu bez przerwy! A moja lekcja! (W tem miejscu słychać hałas, jakby tłuczonych sprzętów).
BARTOLO krzyczy. Co się tam dzieje! Przeklęty golibroda upuścił wszystko na schodach! Najpiękniejszy serwis z mojej gotowalni!...

(wybiega).


Scena IX
HRABIA, ROZYNA.

HRABIA. Skorzystajmy z chwili, którą nam dała w ręce przemyślność Figara. Zaklinam panią, chciej mi użyczyć dziś wieczór chwili rozmowy, nieodzownej abym cię wyzwolił z jarzma które ci grozi.
ROZYNA. Och! Lindorze!
HRABIA. Jeśli pozwolisz, wespnę się do żaluzji; co zaś do listu, który otrzymałem dziś rano, byłem zmuszony...

Scena X
ROZYNA, BARTOLO, FIGARO, HRABIA.

BARTOLO. Nie myliłem się; wszystko pobite, potłuczone.
FIGARO. Patrzcież, co za nieszczęście, doprawdy! Ciemno na schodach choć oko wykol. (Pokazuje hrabiemu klucz). Idąc, zahaczyłem się o klucz...