Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
108
Beaumarchais

FIGARO. Dobrze więc! pójdę sam poszukać: wszak wszystko jest w pańskim pokoju? (Pocichu, do hrabiego). Wywabię go stąd.
BARTOLO, zdejmuje pąk kluczy i mówi po chwili zastanowienia. Nie, nie, sam pójdę. (Cicho do hrabiego, odchodząc). Miej na nich oko, proszę.

Scena VI
FIGARO, HRABIA, ROZYNA.

FIGARO. Och, jakaż nas sposobność minęła! Omal nie dał mi kluczy. Klucz od żaluzji jest w tym pęku?
ROZYNA. Łatwo go poznać: zupełnie nowy.

Scena VII
BARTOLO, FIGARO, HRABIA, ROZYNA.

BARTOLO, wracając, na stronie. Doprawdy, sam nie wiem już co czynię: zostawiać tutaj tego przeklętego golibrodę! (Do Figara). Masz. (Daje mu pęk kluczy). W moim alkierzu, w przegródce sekretarzyka: tylko mi nic nie ruszaj.
FIGARO. Tam do stu kaduków! dobrzebym się wybrał, przy pańskiej podejrzliwości! (Na stronie, odchodząc). Patrzcie, jak niebo opiekuje się niewinnością!

Scena VIII
BARTOLO, HRABIA, ROZYNA.

BARTOLO, cicho do hrabiego. To ten hultaj nosił list do hrabiego.
HRABIA, cicho. Wygląda mi na skończonego draba.