Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
104
Beaumarchais

mu Bazyljo: czy nie umiałby znaleźć do nauki czegoś weselszego, niż te wielkie arje, co to jeżdżą w górę, na dół, jak na kółkach, hi, ho, a, a, a, a, i które zawsze trącą mi pogrzebem? Ot, coś z tych kuplecików, które śpiewano za czasu mej młodości i które każdemu łatwo wpadały do głowy. Umiałem tego dawniej... hehe! Ot, naprzykład!... (Podczas riturnelli szuka w pamięci, drapiąc się po głowie, i podśpiewuje, strzepując palcami i przebierając kolanami sposobem starców).

Czy chcesz, Rozynko, dostać oto
Mężusia caca, szczere złoto?...

(Do hrabiego, śmiejąc się). W piosence jest Franusia, ale ja podstawiłem „Rozynka“, aby jej umilić piosenkę i dostosować rzecz do okoliczności. He! he! he! he! niezłe, co?
HRABIA, śmiejąc się. Ha! ha! ha! ha! W istocie, wyśmienite.

Scena V
FIGARO w głębi, ROZYNA, BARTOLO, HRABIA.

BARTOLO, śpiewa.

Czy chcesz, Rozynko, dostać oto
Mężusia caca, szczere złoto?
Nie jestem, mówię ci najszczerzej,
Ów czuły Tyrcis, król pasterzy;
Lecz gdy zżyjesz się ze mną,
Uznasz, żem jest dość jary,
Zaś w alkówce, w noc ciemną,
Wszelki kocur jest szary.

(Tańczy w takt melodji; Figaro, niewidziany przez niego, powtarza z tyłu ruchy doktora).

Nie jestem, mówię ci najszczerzej, etc.

(spostrzegając Figara). Och! wejdź, mości cyruliku, bliżej, jesteś czarujący.