Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
105
Cyrulik sewilski

FIGARO kłania się. Panie, prawda, iż matka powtarzała mi to niekiedy; ale, od tego czasu, powierzchowność moja ucierpiała nieco. (Na stronie, do hrabiego). Brawo, Excelencjo! (Podczas całej tej sceny, hrabia robi co może aby mówić z Rozyną, ale zawsze mu w tem przeszkadza niespokojne i czujne oko opiekuna, co tworzy niemą grę wszystkich aktorów, niezależną od rozmowy Figara z Doktorem).
BARTOLO. Znowu przychodzisz czyścić, krew puszczać, nadziewać pigułkami, ścinać z nóg cały dom?
FIGARO. Panie łaskawy, nie codzień święty Michał; ale, nie licząc codziennych starań, mógł się pan przekonać, że, ilekroć mnie zapotrzebujesz, gorliwość moja nie czeka rozkazów...
BARTOLO. Nie czeka rozkazów! I cóż powiesz, mospanie gorliwy, o nieboraku, który tam ziewa i śpi z otwartemi oczami? a ten drugi, który, od trzech godzin, kicha, że mało czaszka mu nie pęknie i mózg nie wyskoczy! cóż im powiesz?
FIGARO. Co powiem?
BARTOLO. Tak!
FIGARO. Powiem... Tam do kata! temu, który kicha, powiem: „Na zdrowie“, a temu, który ziewa: „połóż się acan spać“. Od tego z pewnością rachunek mój nie urośnie.
BARTOLO. Hm, pewnie; ale urósłby zato od puszczania krwi i medykamentów, gdybym się dał za nos wodzić. I przez tę gorliwość także opatuliłeś ślepia staremu mułowi; twoje kataplazmy wrócą mu może wzrok?
FIGARO. Jeśli nie wrócą, to z pewnością i nie odejmą.
BARTOLO. Niechno ja znajdę tę pozycję w rachunku!... Wszelka bezczelność ma swoje granice!
FIGARO. Dalibóg, panie doktorze, wobec tego że ludzie mogą wybierać jedynie między głupotą a szaleństwem, tam gdzie nie widzę zysku, chcę bodaj mieć uciechę; niech żyje wesołość! Kto wie, czy świat potrwa jeszcze trzy tygodnie?