Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
99
Cyrulik sewilski
Scena III
HRABIA, sam.

Ocalony! Uff! czart nie człowiek! ciężko dać sobie z nim rady! Figaro zna go dobrze. Zacząłem od kłamstwa... to mi dawało płaski i niezręczny wygląd; a on ma oczy!.... Na honor, gdyby nie nagłe natchnienie z tym listem, trzeba przyznać, byłbym się zbłaźnił jak głupiec. O nieba! słychać sprzeczkę. Gdyby Rozyna uparła się nie wyjść! Słuchajmy... Nie chce: stracony owoc podstępu! (Nadsłuchuje znowu). Idą, idą; nie pokazujmy się zrazu. (Wchodzi do alkierza).

Scena IV
HRABIA, ROZYNA, BARTOLO.

ROZYNA, z udanym gniewem. Wszystkie perswazje zupełnie zbyteczne; powiedziałam już: nie chcę słyszeć o muzyce.
BARTOLO. Słuchajże, dziecko, to pan Alonzo, uczeń i przyjaciel don Bazylja, wybrany przezeń dla nas na jednego ze świadków. Muzyka uspokoi cię, ręczę.
ROZYNA. Och, co do tego, może się pan rozstać z tą myślą: ust nie otworzę dziś wieczór!... Gdzież jest ten nauczyciel, którego nie umiesz odprawić? Wyłożę mu w dwóch słowach, co myślę o nim i jego Bazylju. (Spostrzega kochanka i wydaje krzyk). Och!
BARTOLO. Co tobie?
ROZYNA, przyciskając obie ręce do serca, zmieszana. Ach, Boże, panie... Ach, Boże, panie...
BARTOLO. Znów słabo się jej robi! Panie Alonzo!
ROZYNA. Nie, nie słabo... tylko, że, na skręcie... Och!...
HRABIA. Nogę pani wytknęła?
ROZYNA. Tak, tak, nogę wytknęłam. Strasznie zabolało.