Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
98
Beaumarchais

wiem, że mam go od kobiety, dla której hrabia ją zdradził. Pojmuje pan, że pomięszanie, wstyd, żal, mogą, w danej chwili, doprowadzić...
BARTOLO, śmiejąc się. Potwarz! Drogi przyjacielu, widzę teraz, że w istocie, przychodzisz z poręki don Bazylja! Ale, aby to wszystko nie robiło wrażenia czegoś uplanowanego, czy nie byłoby dobrze, aby ona poznała cię wprzódy?
HRABIA wstrzymuje mimowolny odruch radości. Tego zdania był don Bazyljo. Ale jak zrobić? późno jest... mamy tak niewiele czasu...
BARTOLO. Powiem że przychodzisz w zastępstwie. Nie zechciałbyś udzielić jej lekcji?
HRABIA. Niema rzeczy, którejbym nie uczynił dla pańskiej miłości. Ale zważ pan, że wszystkie te historje przebranych nauczycieli, to zużyte sztuczki, sposoby ze starych komedyj; gdyby się czegoś domyśliła...
BARTOLO. Jeśli ja cię przedstawię, skądże obawa! Wyglądasz coprawda więcej na przebranego kochanka, niż na usłużnego przyjaciela.
HRABIA. Hm, sądzi pan, że mina moja może się przyczynić do zamydlenia oczu?
BARTOLO. Wyzywam najsprytniejszą, aby się domyśliła czegoś! Rozyna jest dziś wieczór w piekielnym humorze. Ale, gdybyś ją mógł zobaczyć bodaj na chwilę... Klawikord jest w tym gabinecie. Zabaw się jakoś tymczasem; zrobię co w mej mocy, aby ją przyprowadzić.
HRABIA. Niech się pan strzeże wspomnieć coś o liście.
BARTOLO. Przed rozstrzygającą chwilą? Toby znaczyło zmarnować cały efekt. Nie trzeba mi powtarzać dwa razy... mądrej głowie dość na słowie (odchodzi).