Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
89
Cyrulik sewilski

HRABIA. Bitwa? Och! wybornie, bitwa! to moje rzemiosło; a oto (ukazując pistolet tkwiący u pasa) proch do zasypania oczu. Pani może jeszcze nigdy nie widziała bitwy?
ROZYNA. Ani też nie chcę widzieć.
HRABIA. Ba! niema nic weselszego jak bitwa: wyobraź sobie pani (popychając doktora) przedewszystkiem, że nieprzyjaciel jest z jednej strony rzeczki, przyjaciele zaś z drugiej. (Do Rozyny, pokazując list). Wyjmij chusteczkę. (Pluje na ziemię). Oto rzeczka: rozumie pani?
ROZYNA, dobywa chusteczkę, hrabia upuszcza list pomiędzy siebie a nią.
BARTOLO, schylając się. Ho, ho!
HRABIA, podejmuje list i mówi. Ba!... i ja chciałem tę panienkę uczyć sekretów mego rzemiosła... Bardzo dyskretna kobieta, w istocie! Ładnie, ładnie! toć przed chwilą wypadł jej z kieszeni czuły bilecik!
BARTOLO. Dawaj, dawaj.
HRABIA. Dulciter, ojczulku! każdy niech patrzy swego nosa. Gdyby tak tobie z kieszeni wypadła recepta na rumbarbarum?...
ROZYNA, wyciąga rękę. Ach, wiem już co to, panie żołnierzu. (Bierze list i chowa w kieszeń fartuszka).
BARTOLO. Zabierzesz się stąd wreszcie?
HRABIA. Więc dobrze, zabieram się. Bywaj zdrów, doktorze; bez urazy. Maleńka prośba, ślicznotko: módl się do śmierci, aby zapomniała o mnie jeszcze przez kilka kampanij; nigdy życie nie było mi równie drogie.
BARTOLO. No, zmykaj. Ha! gdybym ja posiadał jakie względy u śmierci...
HRABIA. U śmierci? Alboż nie jesteś lekarzem? Robisz dla niej tyle, że i ona nie może ci chyba niczego odmówić (wychodzi).